DSC_5601

„(…) każdy wysiłek uszlachetnia, nadaje sens, uczy pokory i że czasami właśnie warto, a ciężkie momenty mijają (…)”

Klaudia Kulawik – niezwykła, uzdolniona muzycznie dziewczynka, która 11 lat temu wzruszyła całą Polskę wykonaniem w pierwszej edycji programu „Mam Talent” coveru piosenki Czesława Niemena „Dziwny Jest Ten Świat”; dzisiaj młoda kobieta z wyrazistą i dojrzałą wizją artystyczną swojej drogi muzycznej. Zgodziła się podzielić z nami swoją historią wchodzenia na rynek muzyczny oraz refleksją na temat tego jak jeszcze bardziej umożliwić osobom niepełnosprawnym trwałą karierę muzyczną czyniąc mniej dziwnym nasz wspólny świat.

 

Twoja przygoda z Talent Show – czy jest coś w rzeczywistości i przebiegu tego typu programów o czym my – „zewnętrzni widzowie” nie wiemy, a możesz nam o tym opowiedzieć?

Ciekawostką może być np. to, że przed każdym występem jest wielogodzinne czekanie… na naszą kolej. I tak np. moje wyczekiwanie na występ, w którym wykonywałam utwór Niemena trwało od godz. 8.00 rano do godz. 19.30 – bo wreszcie, dopiero o tym czasie zostałam wywołana na scenę. To oczekiwanie szczególnie dla dziecka jakim wtedy byłam, było bardzo uciążliwie. Mimo ogromnego zmęczenia trzeba było wyjść na scenę i dać z siebie wszystko. Z kolei w przypadku programów na żywo, od rana trwają wielogodzinne próby, po to by w trakcie programu nie zdarzyły się żadne niespodzianki. Próby oczywiście są filmowane – stąd czasami uczestnicy posądzani byli o to, że występy to playback-i, bo w reklamach dot. programu używano zdjęć z prób. Oczywiście kolejną  ciekawostką może być fakt, że za stronę wizualną, tj. ubiór i wygląd na scenie, odpowiadają twórcy programu.
Kiedy osiągniesz sukces w ogólnopolskim castingu talentów wszyscy są przekonani, że połączenia telefoniczne urywają się od ciągłych telefonów agencji lub producentów muzycznych – czy jest w tym prawda czy to złudzenie?

Owszem, nagle pojawia się zainteresowanie twoją osobą, jakiego nigdy wcześniej nie było. Jednak myślę, że stwierdzenie nieustających telefonów jest troszkę przesadzone 🙂 W moim przypadku były to oczywiście propozycje koncertów i występów. Pojawiła się także inicjatywa nagrania płyty. Jednak myślę, że dużo większe zainteresowanie obejmuje artystów gotowych „wejść” na rynek muzyczny od zaraz, ludzi którzy wiedzą do czego dążą, i mają świadomość swojego warsztatu i umiejętności, a przede wszystkim także i doświadczenia. Ja nie miałam powyższego. Za to miałam szczęście znaleźć się tam, gdzie się znalazłam, i to było zalążkiem, i początkiem mojej muzycznej drogi.

 

Przypuśćmy taką sytuację: osiągasz międzynarodową sławę jako wokalistka, i jako przedsiębiorca zakładasz agencję muzyczną promującą talenty osób z niepełnosprawnością. Jakie kroki po kolei podjęłabyś, gdybyś napotkała wokalistkę/wokalistę z niepełnosprawnością o głosie, który Twoim zdaniem byłby unikatowy nawet w skali międzynarodowej? Co poradziłabyś takiej osobie w ramach strategii budowania wizerunku artystycznego od podstaw?

Jest to pytanie sięgające daleko w przyszłość, a raczej bardziej w moją wyobraźnię. Ciężko mi odpowiedzieć ze względu na brak wiedzy i doświadczenia. Jest to także pytanie, jakie zadaje sobie każdy początkujący artysta, czyli: jak rozpocząć karierę, jakie działania podjąć, by stało się to możliwe. Choć uważam, że jeśli właśnie taki diament trafi na ludzi, którzy rzeczywiście zobaczą w nim potencjał, ludzi którzy znają swój fach i muzyczny biznes, a przede wszystkim szczerze chcieliby pomóc takiej osobie, absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie, by osoba ta zaistniała.

 

Na tę chwilę w jaki styl muzyki i klimatu chciałabyś pójść, z jakim rodzajem muzyki chciałabyś być kojarzona? A może jakieś odważne połączenie stylów?

Jestem osobą delikatną i wrażliwą, i takie cechy mają swoje odzwierciedlenie w muzyce, której słucham, i którą powolutku tworzę. Przez większość mojego życia to muzyka klasyczna wiodła prym i  w większości każdą wolną chwilę. Jednak to właśnie dla wokalu i szeroko rozumianej muzyki popularnej oddałam swoje serce, a mając niesamowitą możliwość, by studiować w Londynie, te muzyczne horyzonty poszerzyły się jeszcze bardziej. Obecnie wiele inspiracji daje mi muzyka jazzowa, wysublimowane dźwięki i jej nieprzewidywalność, i choć nie jestem wokalistką tego gatunku, to marzy mi się, by włączyć jej elementy do własnych utworów.

 

Co sądzisz o zjawisku artystów muzycznych, które określiłabym jako „utrata tożsamości”, widocznym szczególnie w twórczości wokalistek pop w USA? Na początku kariery artysta zapowiada się unikatowo, z własnym stylem, a z biegiem lat jego styl przejmuje mainstream… Jak odnosisz się do tego?

Tak jak wspomniałam, myślę że może to wynikać z praw, jakie rządzą marketingiem, nie tylko w muzyce. Inwestujemy i kreujemy to, co się sprzeda; co szybkie, przystępne i łatwe w odbiorze. Być może ludzie, którzy mają pomysł na siebie, poddają się z biegiem czasu, gdyż ich kreacja nie ma pozytywnego oddźwięku lub nie spotyka się z zainteresowaniem odbiorców. Wiadomym jest też, że jeśli chcemy dosięgnąć szerokiej publiczności, potrzeba wrócić z naszymi wysokimi ambicjami z powrotem na ziemię. Decyzja należy do nas samych: czy pragniemy pierwszej opcji, czy może zechcemy zaryzykować, być wiernym sobie i liczyć, że znajdzie się oddana publiczność, która tak, jak artysta, uwierzy w kreowane dzieło.

 

Czy odnosisz wrażenie, że są aspekty, w których uczelnie w Londynie – na podstawie Twojego doświadczenia studiowania tam – są bardziej dostosowane do studentów z niepełnosprawnością, aniżeli polskie uczelnie?

Moje jedyne doświadczenie, z którego obecnie czerpię, wiąże się z zagraniczną uczelnią. Jak do tej pory nie miałam styczności z rodzimymi uczelniami, więc szala mojego postrzegania nie ma odniesienia do drugiej strony. Natomiast z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że uczelnie bardzo starają się pomóc osobom z wszelkimi problemami i stają po stronie studentów, by pomóc im w jak największym stopniu.

 

Pani Anna Dymna wspomniała w jednej z naszych rozmów, że największą barierą są środki pieniężne na działania promocyjne, które mogłyby zmienić mentalność odbiorców rynku muzycznego. A jeśli wyjdziemy poza ten punkt widzenia, czy są jakieś działania niezwiązane z finansowaniem, które uważasz za potrzebne i możliwe do skierowania konsumentów muzyki na nowe tory i zwiększenia stopnia jej pozytywnego wpływu na postawę jednostki?

Oczywiście środki pieniężne są bardzo ważne, ale tak naprawdę aspirujący artysta, w pełni zdrowy czy też niepełnosprawny, musi chcieć zaistnieć. Miałam to szczęście, że mój udział w programie przypadł na okres kiedy byłam mała i wszystko potoczyło się swoimi torami. Natomiast wiem, że osobie starszej, która ma pełną świadomość odpowiedzialności, a także pewnego rodzaju presji względem widzów, odbiorców, a także presji w głąb siebie, jest o wiele trudniej uwierzyć we własne możliwości i zebrać w sobie odwagę na ten pierwszy ‘krok’. W gruncie rzeczy nie ważne, czy od razu na tak szeroką skalę, ale może właśnie liczą się te małe kroki, które powoli lecz sumiennie prowadzą do wielkich rzeczy. W każdym przypadku ważna jest odrobina szczęścia, ale jeśli nie spróbujemy, nigdy się tego nie dowiemy.

 

Gdybyś miała zamknąć oczy i przypomnieć sobie chwile największego zwątpienia i największej euforii, związane z początkami kariery muzycznej, jakie chwile by to były? Możesz spróbować odpowiedzieć na to pytanie tak jak gdybyś miała stworzyć ciekawy wstęp do filmu dokumentalnego o Twoim życiu, który spowoduje, że odbiorca zapragnie walczyć o lepszą jakość swojego życia bez wymówek i czekania na aprobatę innych.

Nie wiem, czy to uczucie można nazwać euforią? Ale rzeczywiście  poczucie tej energii jaką się czuje od widowni, gdy dla niej śpiewasz, jest niesamowite. ‘Wyrzucasz’ emocje i czujesz, że te emocje są odbierane. Czujesz, że na każde drgnięcie twojego głosu jest reakcja.  Takie uczucia nosiłam w sobie w programie Mam talent, ale i potem na szeregu koncertach. Sama obecność na scenie daje mi szczęście i pewnego rodzaju spełnienie. Oczywiście nie obyło się bez zwątpień. Wystąpiły one w szkole muzycznej, gdy przez długi czas pracując ponad siły, w dużym osamotnieniu, pytałam sama siebie, czy warto. Dziś wiem, że każdy wysiłek uszlachetnia, nadaje sens, uczy pokory i że czasami właśnie warto, a ciężkie momenty mijają, a przychodzi czas kiedy ten wysiłek przynosi wymierne korzyści.

Dodaj komentarz