portrait-1725180_960_720

To co masz w środku

Jeden z duchownych powiedział ostatnio mądre słowa, które zapadły mi w pamięć, i stały się inspiracją do napisania artykułu. Brzmiały one następująco:

Wielu było i jest mądrych, wielu z nich do tego jest uznawanych za dobrych przez otoczenie, ale znacie to odczucie gdy coś, co jest bardzo korzystnie odbierane z zewnątrz, zawiera w sobie stertę śmieci? Wiele razy dokładnie tak było, i jest z nami – ludźmi.

Komunikujemy się z różnymi osobami w pracy, w rodzinie, wśród znajomych i przyjaciół, otaczają nas różne osobowości: dwulicowe, wyrafinowane, próżne, ale też zwyczajnie przyjazne i otwarte. Nie łatwo jest być w każdym momencie tą samą osobą dla wszystkich, bo czasem dla własnego bezpieczeństwa warto zdystansować się w stosunku do niektórych. To ludzkie, że chcemy dobrze wypaść, wzbudzać szacunek oraz zainteresowanie rozmówców, wypowiadać się w sposób mądry i przekonujący. To też ludzkie, że budzą się w nas negatywne emocje, gdy ktoś za bardzo wkracza w nasze życie, zasypując je swoimi problemami lub nieuzasadnionym poczuciem winy. Jak wiele razy nie możemy wyjść z podziwu że ktoś, kto z zewnątrz jest miły i otwarty, po bliższym poznaniu okazuje się toksycznie oddziaływać na innych, a nie rzadko także na samego siebie.

Wiele razy sama ulegałam wpływom osób, dla których – tak mi się wydawało – robiłam wszystko, żeby czuły satysfakcję z mojego towarzystwa; obojętnie, czy był to współlokator z przeszłości, znajomy, czy ktoś ze środowiska zawodowego. Nie mogłam pojąć, dlaczego z dnia na dzień coraz bardziej czułam, że tracę siły i energię do życia, zdominowana myślami typu: „co znowu zrobiłam nie tak, że są niezadowoleni?”. Ktoś z boku z uśmiechem komentował:

Trafiłaś na ludzi wampirów – to już znane określenie, uciekaj od nich. Nie jest to jednak takie łatwe – zwłaszcza, jak nie ma się w zwyczaju ignorować innych.

Nigdy jednak nie pomyślałam, że mogłam we wszystkich powyższych sytuacjach paść ofiarą dobrego wizerunku zewnętrznego kosztem zaśmieconego środka. Nie mylcie dobrego wizerunku zewnętrznego z dobrym wyglądem. Czasem zupełnie inne czynniki decydują o naszym respekcie lub podziwie dla danej osoby, i jednocześnie otwierają drzwi do przeświadczenia, że w pewien sposób naszym zadaniem jest poświęcanie koncentracji oraz uwagi, by zdobyć uznanie w oczach takiej osoby. Zgodnie ze słowami przytoczonymi na początku artykułu, wielu z tych ludzi jest mądrych, oczytanych, mają prestiżowe stanowiska, a ich intelekt wzbudza ogólny podziw, ale w jakiś dziwny sposób to, jak traktują drugich jest paraliżujące. Czemu? Bo ich fundamenty oraz to, czym motywują swoje codzienne działania, często są toksycznymi przekonaniami oraz celami. Wśród nich znajdują się przekształcenie własnego żalu w poczucie winy innych osób oraz zaznaczenie swoich umiejętności i prestiżu. Dzieje się to kosztem tworzenia u innych zdolnych osób odczucia, że nie są wystarczające dobre, by osiągnąć to samo. Przejawem takiego działania jest również mówienie, że trzeba „oduczyć się marzyć”, ale wcale nie z troski o rozczarowanie, lecz – gdzieś w głębi duszy – z zazdrości, że komuś może się udać.

Sami też popełniamy takie błędy, robimy coś dla innych, wykonujemy rzetelnie zadania w pracy, wypełniamy obowiązki rodzinne… A jednak gdzieś czasem czujemy przejmujące wrażenie, że wiele z tych rzeczy to ciężar – nic więcej. Takie odczucie to świetna okazja do własnego rachunku sumienia, do zadania sobie pytania:

„może to wszystko, co robię, jest podyktowane tylko troską o własną prezencję? A może strachem o utratę przychylności innych?”.

Pomocnym jest przy tym wsłuchanie się w swoje myśli, i zrobienie jednego z ćwiczeń, które warto wykonać przy tak prostych czynnościach, jak wieczorny prysznic lub poranna toaleta. Warto znaleźć chwilę dla siebie, spędzoną w ciszy, i wyobrazić sobie, że myśli nagle zyskują głos. Wsłuchując się w każdą z nich, wielokrotnie można być zdziwionym, jak wiele podejrzliwości i bolesnych słów kierujemy nie tylko wobec innych, ale też siebie samych. Jak wiele z nich, każdego dnia, pozostaje z nami, w naszej nieświadomości, w ukryciu, tym samym odbierając nam siły, zdrowie i dobrą energię.

Dlaczego ten temat jest moim zdaniem istotny dla osób z niepełnosprawnością? Dlatego, że sama znam takie, które chcą walczyć o swoje marzenia, mimo trudności. Przebywając z nimi zrozumiałam, że kluczem do poczucia satysfakcji mimo trudności związanych z niepełnosprawnością są odpowiednie osoby w otoczeniu, które utrwalają właściwe postawy wobec siebie.

Serdecznie Was zachęcam i proszę: nie ignorujcie odczucia, że ktoś w Waszym życiu przez swoje zaburzone przekonania, ukryte urazy i fundamenty pełne chaosu – może nawet nieświadomie, ale jednak – powoduje, że przejmujecie jego postawę, czujecie się bez motywacji i chęci do życia, przeżywacie jego reakcje wprowadzając się w stan natrętnych lęków i stresów. Miejcie odwagę zastosować słowa bohatera filmu Siła Spokoju; ma on wyjątkowo treściwe przesłanie, inspirował mnie w chwilach pełnych obaw i zwątpienia. Roztrzęsiony, pełen lęku, niewiary w siebie, rezygnacji i żalu młody mężczyzna, którego uraz nogi z trwałymi skutkami wykluczył z udziału w olimpiadzie, usłyszał od doświadczonego życiem, wspierającego go człowieka następujące słowa:

Wyrzuć śmieci. Stwierdzenie to nabiera nowego sensu w obliczu słów zacytowanego przeze mnie człowieka z dziedziny duchowości: naucz siebie i innych pozbywać się tego, co stopniowo odbiera Ci Twoje spontaniczne reakcje i nadzieję na lepsze. Jeśli otaczają Cię osoby, które są na to odporne, a zarazem trwają w nastawieniu typu „dołuj się ze mną albo Cię zdołuję jeszcze bardziej”, to maksymalnie się do nich zdystansuj i ogranicz kontakt. To nie egoizm, to po prostu postawa wskazująca na to, że w końcu chcemy szerzyć dobro, a nie przygnębienie, najzwyczajniej w świecie, ot tak po prostu…

Dodaj komentarz