thought-2514632_960_720

Zbyt aktywni – rady przetrwania

                Czy zbyt intensywne życie może wyrządzić szkody? Jasne, że tak – odpowie każdy z nas. Ale czy wiemy, kiedy przekraczamy granicę pomiędzy zrównoważoną codziennością, gdzie mamy chociaż jedną godzinę na dobę, by pobyć sam na sam ze sobą i wsłuchać się w swoje potrzeby, a życiem, gdzie cała nasza doba, oprócz snu, to ciągła gonitwa i  intensywny wysiłek umysłowy?…  Od pewnego czasu obserwując siebie, ludzi wokół, w tym najbliższych, mam wrażenie, że żyjemy w czasach kultu intensywności zajęć, wyścigu w szybkości ich realizacji. Ludzie szczycą się liczbą godzin, które spędzają w pracy; projektów; egzaminów specjalistycznych, jakie zdają; wreszcie dodatkowych zajęć, które wypełniają ich czas „po godzinach”. Jestem dziwadłem – czasem mam ochotę pobyć w ciszy we własnym pokoju – być może wielu z Was doświadczyło podobnych myśli i stanów obcując z osobami, które wydają się czerpać satysfakcję ze sprawiania wrażenia ciągłej gotowości do znacznego wysiłku i efektywności wszystkich podejmowanych przez siebie zadań. Ten artykuł dedykuję wszystkim tym, którzy wpadli w pułapkę myślenia, że nie można zwolnić. Oczywiście, że można! Wystarczy przeciwstawić się presji zarówno tej z zewnątrz, jak i wewnątrz. Zatem, do dzieła!

                Postawić się presji otoczenia – może uważasz, że to zbyt piękne i banalne hasło zasłyszane od tych, którym wydaje się, że mają prawo i wiedzę mówić Ci jak masz żyć. Otóż nie! Znacie anegdotę o tym, że wnuczka kontynuowała niepoprawny sposób pieczenia ciasta, dlatego, że tak robiła jej mama, a jej mama dlatego, że tak robiła jej babcia, mimo, że po drodze powstało kilka szybszych i lepszych metod jego przyrządzenia? Jakkolwiek abstrakcyjny jest powyższy przykład, mówi sporo o tym, jak z własnej winy wpędzamy się w podejście „bo głupio robić inaczej”. Podobnie ma się sprawa braku umiaru w intensywności zajęć, które realizujemy. Możesz osiągnąć cel, ale osiągniesz go jedynie wtedy, kiedy włożysz w to maksymalny wysiłek – te i podobne hasła słyszymy na co dzień od kierowników, rodziny, przyjaciół, sławnych osobistości, trenerów fitnessu. Myślisz: jeśli tak mówią, może mają rację?… Może mogę pracować 50-60 godzin w tygodniu, realizować dodatkową działalność, chodzić na zajęcia sportowe, podróżować w weekendy, spotykać się ze znajomymi, mieć czas dla najbliższych i rodziny?… Muszę Was rozczarować: może na krótką metę jest to możliwe, ale w dłuższej perspektywie czasu to droga do wewnętrznego wypalenia i rujnowania własnego zdrowia. W pewnym momencie nadchodzi chwila, kiedy organizm i psychika nie wytrzymują. Nie jesteśmy Bogiem; musimy akceptować własne granice, jeśli nie chcemy przedwcześnie stracić sił i zdrowia.

                Jak zatem powinniśmy komunikować swoje potrzeby i walczyć o czas dla samego siebie, przy okazji konstruktywnie go wykorzystując? Po pierwsze, powinniśmy przemyśleć to, co rozumiemy poprzez pojęcie „chwili dla siebie”. Nie powinniśmy ulegać złudzeniu, że bycie sam na sam ze sobą to gwarancja wyciszenia się. Warto pamiętać o natrętnych znajomych, którzy potrafią w sposób ciągły nas zadręczać; znajomych, których nie da się wyprosić za drzwi – o naszych myślach. Nieraz są to myśli pełne melancholii, zmartwień, żalu do samego siebie, ciągłego rozliczania się z błędów minionego tygodnia, porównywania się do innych osób, strachu… Trzeba przyznać, że trudno się dziwić, iż czujemy się przytłoczeni, jeśli oprócz presji zawodowej, rodzinnej, wypadania jak najlepiej przy znajomych, dodatkowo przez 24 godziny na dobę borykamy się z całą gromadą negatywnych emocji, które dusimy w sobie. Niektórzy preferują sposób zagłuszania, wolą zapić natrętne myśli, narkotyzować się. Nigdy nie zapomnę zdania, które usłyszałam od osoby, która walczyła z uzależnieniem od narkotyków: Największe szczęście sprawia mi spokój, który dzięki temu osiągam, ciszę myśli, żadnego lęku, tylko ukojenie, rozumiesz?. Oczywiście, że rozumiem przyjemność, jaką daje ten stan, jednak czyż nie jest to przerażająco smutne, że wielu z nas potrafi doznać prawdziwej „chwili dla siebie” –, zarówno od strony fizycznej, jak i psychicznej –, dopiero po zażyciu silnych narkotyków? To niepełnosprawność naszego wnętrza powoduje, że wielokrotnie sami nie jesteśmy w stanie odnaleźć ukojenia, mimo to, nie dajcie się zwieść. Chciałabym, żebyśmy zarówno Ty, Czytelniku, jak i ja, zawalczyli o pokonanie bariery psychicznej, która z jednej strony każe nam wyznaczać sobie kolejne cele i realizować kolejne działania, a z drugiej wpędza nas w styl życia, który przytłacza swoim tempem i wywołuje stany pełne niepokoju i niepożądanych myśli.

  • Siedzisz bezczynnie? Rób coś! – znów o poranku w sobotę słyszysz ten natarczywy głos w swojej głowie. Rzecz w tym, że jesteś po ok. 50 godzinach pracy w tygodniu i kilku godzinach dodatkowej działalności oraz pozostałych obowiązków, kolejnych kilku spotkaniach ze znajomymi i rodziną, czyli kilkudziesięciu godzinach trzymania umysłu na pełnych obrotach bez chwili wytchnienia. Odważ się zignorować ten odruch. Nic nie musisz, Twój wolny czas to nie korporacja. Tam programują Cię na ciągłą efektywność, ale nie dajmy się zwariować, czasem można przejść się do parku i popatrzeć na chmury wijące się po słonecznym niebie. Jeśli koniecznie już musisz być efektywna/efektywny nawet w weekend, to wytłumacz sobie, że chwila bezczynności zwiększy Twoją efektywność w działaniach, które są przed Tobą.
  • Usłyszałam raz od bliskiej koleżanki zdanie: Nie mam już na nic siły, mam ochotę rzucić ten projekt. Zaznaczę, że jest jednym z najbardziej znaczących członków projektu, jest zdolną pisarką i dziennikarką, lubi swój fach. Dlaczego więc nagle miała dość, nawet pracy, w której bardzo dobrze się spełnia? Takie stany też powinniśmy akceptować, i nie reagować skrajnie poprzez porzucanie działalności lub wyrzuty wobec siebie. Raczej to znak, że potrzebujemy odseparować się od pewnych czynności, nawet jeśli jest to coś, co jest naszą pasją.
  • Podobne rozterki mamy w sytuacjach prywatnych. Niektórzy nie rozumieją, dlaczego czasami potrzebują dnia bez przyjaciółki lub drugiej połówki mimo, że ta druga strona chce. Czy to oznacza, że są złymi ludźmi? Nie! Przyczyna tkwi w tym, że cenią, kochają lub lubią dane osoby, ale w danym dniu swojego życia potrzebują pobyć ze sobą. Być może jest jakaś życiowa decyzja, konstruktywny pomysł, wskazówka która dojdzie do Twojej świadomości tylko w ciszy – pozwól sobie na to,
  • Mam znajomych, którzy otwarcie przyznają, że jest dla nich naturalne pracować w weekend, co równa się ok. 65 godzin pracy w tygodniu. Nie imponuje mi to, i nie jest to zdrowe. Jeżeli stykacie się z osobami, które próbują przekonywać Was, że takie życie powinno być normalnością, to – wybaczcie prostotę stwierdzenia –miejcie to „gdzieś”,
  • Morze i muszelki – czyli czego może nauczyć nas natura? Narzeczony pewnej koleżanki powiedział mi niedawno przy niej, że jest to dla niego urocze, ale niezrozumiałe, jak można przez kilka godzin szukać muszelek na plaży. Tymczasem jego narzeczona kocha to robić na wakacjach, a on nie potrafi pojąć, po co tyle godzin wysiłku po tak małą korzyść, jaką stanowią muszelki. Drodzy Panowie, którzy lubicie patrzeć kalkulacyjnie na świat: proponuję poszerzyć pojęcie korzyści o moje ulubione pojęcie z dokumentacji podatkowych – korzyści niematerialnych. Dla tej młodej kobiety zbieranie muszelek to właśnie sposób na wyciszenie się, ukojenie, pobycie sam na sam ze sobą, wspomnieniami i chwilą teraźniejszą – swego rodzaju oczyszczenie umysłu. To korzyść niematerialna o istotnej wartości dodanej. Warto praktykować czynności, które wyciszają myśli oraz poszukiwać ich na co dzień.

Powyższe refleksje to tylko przykłady sposobów przywracania sobie prawa do czasu dla siebie i nabierania dystansu do pędzącego otoczenia. Myślę, że nieumiejętność dobrej jakości odpoczynku oraz pozwalania sobie na pobycie ze sobą bez serii negatywnych myśli jest barierą zarówno pełno- jak i niepełnosprawnych. Pamiętajcie, że realizacja własnych celów zawodowych i pozazawodowych powinna być dokonywana z wyznaczeniem granicy własnej przestrzeni. Słyszałam kiedyś, że największe dzieła rodziły się w umysłach artystów i naukowców w chwili odpoczynku i całkowitej ciszy przede wszystkim w umyśle.

Dodaj komentarz