20503871_650326211836711_1065495169_n

„Stereotyp to kajdany, które sami zakładamy swojemu umysłowi, swoim myślom, wyobrażeniom, duszy.”

Ilona Łepkowska –  scenarzystka filmowa, autorka scenariuszy seriali telewizyjnych i pisarka.

Najpierw Zarządzanie, potem Studium Scenariuszowe… Skąd inspiracja na zmianę drogi zawodowej?

No cóż, studia wybiera się mając 19 lat, ja miałam 18, bo poszłam wcześniej do szkoły… Zarządzanie, świeżo wtedy otwarty wydział na UW wzorowany na studiach zachodnich wydało mi się interesujące i uważam, że studia były fajne, różnorodne, choć nie wolne od rozmaitych ekonomii politycznych socjalizmu… Zaczęłam bowiem studia w 1972 roku… Kiedy je kończyłam, nic nie wskazywało na to, że zmieni się w Polsce ustrój a nie uśmiechało mi się ani zapisywanie do partii, żeby zrobić karierę, ani podrzędna praca bez legitymacji partyjnej… Do tego w wakacje przed końcówką studiów trafiłam, nieco przypadkiem, na plan „Człowieka z marmuru” i „Barw ochronnych” i mi się to sposobało. Postanowiłam więc „skręcić” w stronę filmu, co łatwe nie było, bo miałam po studiach tak zwany nakaz pracy. Przez jakiś czas byłam asystentką kierownika produkcji w Wytwórni Filmów Dokumentalnych, ale zaszłam w ciążę, musiałam mieć etat i ubezpieczenie i wylądowałam w Przedsiębiorstwie Transportu i Spedycji Przemysłu Mięsnego. No i wtedy to już byłam pewna, że nie chcę być urzędniczką kiedykolwiek i gdziekolwiek i postanowiłam pisania scenariuszy…

Czy pamięta Pani swój scenariuszowy debiut? Jakie były wrażenia?

Pierwszy scenariusz – niezrealizowany, ale nagrodzony na Festiwalu w Koszlinie napisałam na urlopie macierzyńskim. Na pierwszym roku Studium Scenariuszowego napisałam scenariusz filmu telewizyjnego „Wakacje z Madonną” inspirowany reportażem Ryszarda Kapuścińskiego z tomu „Busz po polsku. Byłam przy castingach, byłam na planie, byłam na montażu i… film, który powstał był mi całkiem obcy. Wtedy zrozumiałam, że robię półprodukt i na efekt nie mam wielkiego wpływu. No, chyba, że zostanę producentem. Ale tak się stało dopiero po wielu latach i wielu rozczarowaniach…

Czy trudno jest napisać/stworzyć scenariusz?

Odpowiem anegdotą, którą przytacza w takich wypadkach mój mąż, architekt. Na plenerze dla studentów architektury  w Kazimierzu Dolnym pewien wykładowca stanął przed rysującym coś studentem i zaczął robić korektę rysując perfekcyjnie stojąc do obiektu tyłem i kreśląc „do góry nogami”. Ktoś z obserwatorów skomentował lekko lekceważąco: ” Też coś takiego… To żadna sztuka!”. Profesor odwrócił się i spokojnie powiedział : „Jak ktoś umie, to żadna sztuka.”. Z pisaniem scenariuszy jest podobnie. Ale ważny jeszcze jest kontekst – producent, budżet… To wiele potrafi zmienić.

Trudniej jest napisać scenariusz dla filmu czy serialu? Serial powstaje na bieżąco, wciąż potrzeba nowych wątków…

Scenariusz do pojedynczego filmu pisze się – i kończy. Pisanie scenariusza serialu zazwyczaj nie kończy się latami. To jest wielka trudność, bo naprawdę niełatwo uruchamiać w sobie ciągle na nowo kreatywność, gdy projekt nas zmęczył, czasem znudził i mamy wrażenie, że nic już nie da się wymyślić.

A skąd czerpie Pani pomysły na życie filmowych, serialowych bohaterów?

Obserwacja, lektury, życie. No i wyobraźnia.

Co pociągnęło Panią do pisania książek?

Chęć odmiany przede wszystkim. Chęć sprawdzenia się w nowym gatunku. Próba wyrwania się ze schematu „królowej seriali”. Ciekawość.

Czym według Pani jest stereotyp? Dlaczego miliony ich powstają w naszych głowach?

Stereotyp to kajdany, które sami zakładamy swojemu umysłowi, swoim myślom, wyobrażeniom, duszy. To jest ograniczenie naszej wyobraźni, zamknięcie się w klatce, zamykanie się na innych.

Czy w życiu możemy stworzyć „scenariusz” pokonywania ich?

Kontaktujmy się ze światem w jego różnorodności. Podróżujmy. Poznawajmy innych  ludzi, rozmawiajmy z nimi, nie oceniając. Bądźmy ciekawi barwności świata wokół nas. Nie piętnujmy. Nie uważajmy się za lepszych od innych tylko dlatego, że są odmienni od nas. Nic innego nie da się zrobić. A media, sztuka powinny nam w tym pomagać.

Czy sztuka może Pani zdaniem pomóc osobom niepełnosprawnym wyjść ku światu? 

Sztuka zawsze rozwija i poszerza horyzonty. Daje odwagę do bycia innym. Pomaga zrozumieć odmienność. Nawet, kiedy nam ię nie podoba, to widzimy, że można myśleć inaczej, widzieć inaczej, inaczej czuć. To na pewno pomaga i niepełnosprawnym i tym, którzy się z nimi spotykają.

Często zwracamy uwagę na niepełnosprawność fizyczną, a czy Pani zdaniem jest możliwe, że przez swoją mentalność człowiek może być niepełnosprawny od strony wewnętrznej? Tworzyć sobie bariery, z których nie może potem wyjść i nie zdawać sobie sprawy, że istnieje życie poza nimi jako alternatywny scenariusz?

Oczywiście. Znam niepełnosprawnych, którzy są wolni, otwarci – mimo swoich ograniczeń i pełnosprawnych, którzy są kalekami wewnętrznymi. Nie umieją zrobić kroku w stronę innych osób, innych poglądów, innych doznań – choć mają sprawne nogi…

A gdyby stworzyć film o takiej osobie, która przedziera się przez mentalność społeczeństwa po swoje marzenia?

Myślę, że były już takie filmy, ale nigdy ich zbyt wiele. Takie historie są wzruszające, pouczające i ciekawe. Jeśli mamy dobrego bohatera i jego wyraźną przemianę w działaniu – zawsze jest szansa na ciekawy film.

Zatem kończąc… Może jakaś zachęta dla naszych czytelników, którzy marzą o pisaniu scenariuszy, które będą cieszyć się zainteresowaniem, ale nie wierzą w siebie, boją się zrobić pierwszy krok?

Ciekawy bohater, dobra historia, mocne emocje, wyraźna przemiana. Niech wiedzą, że to jest konieczne w dobrej opowieści. I niech próbują!

 

Dodaj komentarz