woman-2066673_640

Przypadkowe spotkania nieprzypadkowych ludzi

Każdy z nas ma chwile zwątpienia i smutku. Każdy z nas zastanawia się czasem czy to, co robi, ma sens, czy nie powinien się po prostu zatrzymać, przestać działać i najzwyczajniej w świecie się poddać. Ja w różnych momentach swojego życia doświadczałam i wciąż doświadczam podobnych uczuć. Bardzo często człowiek ma wtedy ochotę być sam i ukryć się przed światem. Jednak ja w swoich kryzysowych momentach wbrew logice starałam się wychodzić do ludzi i to właśnie im chciałabym zadedykować ten artykuł – niezwykłym ludziom, których spotykałam w pełnych wątpliwości i rezygnacji chwilach.

 

Pamiętam to popołudnie jak gdyby wydarzyło się wczoraj, ale nie, to nie było wczoraj a trzy lata temu w Krakowie. Wracałam z pracy, którą łączyłam również z chodzeniem na zajęcia na studiach. Godziłam się z myślą, że przeżywałam nieszczęśliwą miłość, nie widziałam sensu w swojej codziennej pracy, a siłę czerpałam jedynie z aktywności w dodatkowym klubie mówców. Nagrodą były dla mnie słowa osób, które po wygłoszeniu moich przemów podchodziły i mówiły: To, co powiedziałaś, dało mi siłę, było w tym coś wyjątkowego. Niemniej jednak w dniu, który wspominam, nie potrafiłam sama dodać sobie motywacji, mimo że w wolnym czasie starałam się dawać ją innym. Przechodząc koło osiedlowych sklepów z wyjątkowo ciężką siatkami zakupów, natknęłam się na starszego mężczyznę, który zdecydował się pomóc mi w ich niesieniu. Oddając mi zakupione przeze mnie rzeczy pod moim blokiem powiedział niezwykłe słowa, które do dzisiaj dają mi siłę w trudnych chwilach.

Były one następujące: Teraz jest Pani ciężko, ale mówiąc w perspektywie całego życia, mogę Pani powiedzieć, że czasami warto odważyć się przez dany okres w życiu robić trudne rzeczy. To, co jest dla Pani dzisiaj ciężarem, w przyszłości może uczynić Pani życie o wiele lżejszym niż wtedy, gdyby Pani tego w ogóle nie musiała nieść.

Odszedł z uśmiechem życząc mi miłego wieczoru. Stałam oniemiała i zastanawiałam się jaki sens mają mi przynieść te wszystkie negatywne emocje, które przeżywałam już od dłuższego czasu. Miałam wrażenie, że moje życie utknęło w martwym punkcie, a ten człowiek chciał mi powiedzieć, że dzięki temu kiedyś będzie mi lżej. Brzmiało to bardzo abstrakcyjnie, ale, jak się z czasem okazało, miał rację. Nierzadko realizacja naszych celów wiąże się z szeregiem trudów i wysiłku, a co za tym, idzie chęcią ucieczki i porzucenia tego w chwilach zbytniej eksploatacji. Warto wówczas, nawet wbrew logice uwierzyć, że trudności napotykane teraz zaprocentują, kiedy zrealizujemy dzięki stawienia im czoła nasz cel, obojętnie czy jest to napisanie książki, długotrwała rehabilitacja, udział w paraolimpiadzie, działalność w fundacji czy stworzenie własnego biznesu.

 

Kolejna z niezwykłych sytuacji miała miejsce rok temu w tramwaju miejskim. Wracałam z zakupów, był pochmurny letni dzień, a ja odczuwałam lęk na myśl o trudnych zadaniach w pracy, które czekały na mnie kolejnego dnia, a to wywołało kolejną falę lęku o przyszłość, o to czy uda mi się osiągnąć szczęście w życiu osobistym i zawodowym. Często w nerwowych sytuacjach dopada mnie silny ból karku; tak stało się również wtedy. Usiadłam na wolnym miejscu pełna obaw i w melancholijnym nastroju, gdy znienacka zaczęła do mnie mówić kobieta w średnim wieku. Rozpoczęła rozmowę od następującego zdania: Mam nadzieję, że nie przeszkadza Pani mój pies obok? help-2444110_640

Odpowiedziałam, że nie ma problemu. Po chwili jednak kontynuowała rozmowę w pewnym momencie zadając mi pytanie, czy nie mam kłopotów z kręgosłupem, ponieważ jej syn miał silne bóle m.in. karku i odnalazła ciekawe oraz skuteczne ćwiczenia rehabilitacyjne na tego typu dolegliwości. Roześmiałam się odpowiadając: Wie Pani, to niezwykły zbieg okoliczności. Potwierdziłam tym samym, że odczuwam tę samą dolegliwość.

Tuż potem usłyszałam następujące słowa: Wie Pani, że ból karku wywołuje też stres, może powinna Pani się zrelaksować, wyciszyć obawy. Nie musimy godzić się na ból; ból to znak, że powinniśmy coś zmienić, czemuś zaradzić w naszym ciele i w naszym życiu.

Niedługo potem ta pełna charyzmy kobieta wyszła z tramwaju wraz ze swoim psem, a ja zastanawiałam się, czy może nie była ona aniołem, który najzwyczajniej w świecie wymyśliła moja wyobraźnia. Uszczypnęłam się w rękę – nie, to nie był sen. Postać, z którą rozmawiałam przed chwilą, była realnym człowiekiem, i właśnie przemierzała przejście dla pieszych, gdy tramwaj ruszył z przystanku, na którym wysiadła.  Pamiętajcie, nie musimy godzić się na smutek i ból. To tylko znak, że jakaś część naszego wnętrza nie jest szczęśliwa, a naszym zadaniem jest identyfikacja źródła negatywnych emocji, rozmowa z nimi, próba odnalezienia wyjścia, przywrócenia nadziei tam, gdzie wydaje nam się, że ją straciliśmy. Ból duszy, podobnie jak ból karku, wymaga systematycznych działań, które mogą ją uleczyć. Ta kobieta dała mi wolę walki, postawę szukania rozwiązań tam, gdzie większość po prostu narzeka.

 

Trzecia lekcja miała miejsce na dworcu, gdy czekałam na pociąg powrotny do Warszawy. Czułam wówczas, że balansuję na krawędzi stresu i skrajnego zmęczenia. Na drugi dzień miałam odbyć rozmowę z wymagającą, doświadczoną w swoim fachu manager, która miała ocenić jakość mojej pracy. Stresowałam się również zbliżającym terminem oddania pracy magisterskiej, co odbijało się silnie na moim samopoczuciu fizycznym. Nie wiedziałam, czy na dworcu trzęsłam się z zimna, czy też ze strachu przed tym, co miało nadejść jutro. W tym samym momencie, jak na złość, usłyszałam z głośników na dworcu ogłoszenie, że pociąg do Warszawy spóźni się o godzinę. Przyjęłam to jednak z dystansem i nawet nie miałam siły koncentrować się na frustracji. Odważyłam się uwierzyć, że wszystko, nawet tak drobne zmiany planów, może mieć swój ukryty sens. Udałam się w kierunku najbliższej kawiarni, w której mogłabym zaczekać na opóźniony pociąg. Nagle usłyszałam kierowane w moją stronę słowa: Przepraszam Panią, Pani też czeka na ten pociąg, który się spóźni? Wie Pani, że potrzebuję zdążyć na lotnisko.

Potwierdziłam, że czekam na ten sam środek lokomocji i wyraziłam współczucie dla napotkanej kobiety, z powodu stresu jaki przeżywa w związku z opóźnieniem pociąg i wizją spóźnienia się na samolot. Nie wiem kiedy i jak zaczęła dopytywać, gdzie pracuję oraz czym się zajmuję. Odpowiedziałam, że jestem pracownikiem wymagającej korporacji, piszę pracę magisterską, a po godzinach realizuję pasję, którą jest dziennikarstwo. Zapytała mnie, czy ostatnio w pracy nie znajduje się w stanie chronicznego napięcia. Zastanawiałam się, czy to możliwe, że ponownie obcy człowiek czyta moje uczucia; tak jak gdybym miała je wypisane na czole. Potwierdziłam jej przypuszczenia. Dowiedziałam się, że osoba, którą spotkałam to podróżniczka i założycielka własnej firmy, która skończyła te same studia i tę samą uczelnię, na której studiowałam, również pracowała w korporacji o podobnym charakterze, ale miała siłę zrezygnować, gdy poczuła, że praca, którą wykonuje dusiła ją nie tylko metaforycznie, ale także odbijała się na jej zdrowiu.

Kiedy rozstawałyśmy się, a każda z nas gdy nadjechał pociąg udała się w swoim kierunku, usłyszałam kolejne stwierdzenie, które wielokrotnie w myślach słyszę do dziś: Widzę przed sobą otwartą i pełną pozytywnej energii osobę. Nie bój się zmienić pracy, gdy poczujesz, że odbiera Ci siły, zdrowie i to, co w Tobie najcenniejsze. Wiem, co mówię i nie wątp w siebie niezależnie od tego, co usłyszysz od przełożonych. Nawet jeśli usłyszysz krytykę, podejdź do tego z dystansem i nie wymierzaj w siebie tak ostrych słów, jakie być może będą padać w jakichkolwiek firmach w Twoim kierunku.

To chyba najtrudniejsza z lekcji, jaką dostałam od przypadkowo spotkanej osoby. Przywiązujemy się do bezpieczeństwa i stabilizacji oraz boimy się zmian. Podobno długoletni więźniowie również czują tak silną więź z celą, że nie wyobrażają sobie życia poza nią, ale pomyślcie, ile tracą przez takie nastawienie. Dlaczego narzucam sobie więzienie i cierpienie przez uzależnianie mojej tożsamości od zdania przełożonych, opinii otoczenia na temat moich działań czy sugestii, że moja pasja jest mało praktyczna i powinnam skoncentrować się tylko i wyłącznie na zdobywaniu doświadczenia w pracy, która oferuje zadowalające zarobki, ale odbiera mi siły i radość życia?…

 

                 Trzy powyższe przypadki, to nie jedyne sytuacje, kiedy nagłe otworzenie się przed innymi stało się punktem zapalnym pozytywnych zmian w moim życiu. Każdy materiał, który nagrywałam od początku swoich przygód z dziennikarstwem, umożliwiał mi spotkanie inspirujących osób, które wielokrotnie były szczęśliwe dlatego, że uznałam ich historię za wartą nagłośnienia. Muszę jednak przyznać, że spotkanie opisanych powyżej postaci wspominam najczęściej w chwilach, kiedy dopada mnie niechęć i demotywacja do działania.

Gdybym miała wskazać sedno, które chciałabym, żebyście wynieśli z tego artykułu, to brzmiałoby ono następująco: Nie utożsamiaj się ze swoimi porażkami i błędnymi decyzjami. Gdyby nie one, być może nie wiedziałbyś, co przynosi Ci ból, a co daje Ci radość. Otwórz się na innych. Uwierz w to, że dzisiaj albo jutro może Cię spotkać coś niezwykłego, co będzie źródłem Twojej inspiracji do realizacji samego siebie i podtrzymywania na duchu innychteam-spirit-2447163_640

 

Kto wie, być może drobne słowo lub działanie na rzecz drugiego człowieka, choć w Twoich oczach niewielkie, dla niego będzie źródłem sił do dalszego życia…

 

Dodaj komentarz