swimmers-79592_640

Pokonać siebie…

Chciałbym na samym początku zaznaczyć, że jako autor tego tekstu przez wiele lat byłem bardzo mocno związany z rodzimym środowiskiem pływaków z niepełnosprawnościami jako czynny zawodnik klubu KSN Start Warszawa i wielokrotny medalista Mistrzostw Polski juniorów i seniorów w pływaniu osób z niepełnosprawnościami. Osobiście miałem okazję poznać, rywalizować i przyjaźnić się z wieloma zawodnikami, którzy cały czas rywalizują i reprezentują nasz kraj na arenach krajowych i międzynarodowych.

            Nawiązując do odbytych w ostatnich dniach (16-18.06) w Lublinie Mistrzostw Polski w pływaniu osób z niepełnosprawnościami chciałbym przybliżyć naszym czytelnikom ten sport troszkę „od kuchni”.

            Kiedy pierwszy raz zostałem „wrzucony na głęboką wodę” rywalizacji na poziomie Mistrzostw Polski seniorów, byłem jeszcze w szóstej klasie szkoły podstawowej w Radomiu. Na swoje pierwsze zawody tej rangi pojechałem do Gorzowa Wielkopolskiego, na pływalnię „Słowianka” (na którą wracałem potem jeszcze przez kolejne 3 lata na kolejne MP seniorów). Do końca życia nie zapomnę tego czerwcowego weekendu, który okazał się dla mnie chyba najważniejszą szkołą życia, jaką miałem okazję otrzymać. Jako osoba z niepełnosprawnością ruchową (poruszam się o kulach i w specjalnych tutorach ortopedycznych do kolan) do tamtego czasu uważałem się za osobę pokrzywdzoną przez los/Pana Boga. Uwielbiałem sport i byłem „głodny” rywalizacji sportowej. Nie spodziewałem się, że te zaledwie trzy dni całkowicie zmienią moje myślenie, spojrzenie na życie i moją niepełnosprawność. Nie musiałem wchodzić do basenu, żeby po raz pierwszy w życiu spotkać, poznać, obserwować i nauczyć się żyć od obcych osób, które z ludzkiego punktu widzenia zostały jeszcze bardziej pokrzywdzone przez los/Pana Boga. Pierwszy raz zobaczyłem, jak osoby np. bez rąk jedzą same nogami w eleganckiej, hotelowej restauracji. Jak osoby bez rąk otwierają sobie same drzwi, czy jak osoby na sportowych wózkach same wjeżdżają do windy. Mam również ogromny szacunek do osób niewidomych i niedowidzących, które rywalizują na pływalni praktycznie na takim samym sportowym poziomie, co osoby zdrowe fizycznie i widzące. To nie jest żart! Są takie osoby, które albo same, albo dzięki najbliższym, wzięły życie w swoje „ręce” i przekraczają kolejne „granice” mentalności, w ten sposób dając przykład swojej zaradności i aktywności w codziennym życiu. 

     pool-2269986_640       Dwa dni wspólnej rywalizacji w wodzie były tylko potwierdzeniem i kolejnym doświadczeniem wielkiej woli walki głównie z samym sobą i własnymi ograniczeniami. Pływanie jest takim sportem, gdzie przed rozpoczęciem rywalizacji trzeba zawsze zdjąć z siebie np. protezę, która skutecznie potrafi ukryć brak nogi. Trzeba zostawić na brzegu „swoją strefę komfortu”, która pomaga w życiu. W innych dyscyplinach sportowych jest to nie potrzebne. 

            Ktoś z Was może spytać o poziom samej rywalizacji sportowej. Wyniki rywalizacji pływackiej są równomierne do stopnia niepełnosprawności. Wszyscy zawodnicy startujący w zawodach są podzieleni na kilkanaście grup schorzeniowych, dzięki którym rywalizacja jest bardziej obiektywna i sprawiedliwa, gdyż np. osoba niewidoma (która jest zdrowa fizycznie) nie powinna rywalizować z osobą bez rąk czy nóg albo z osobą sparaliżowaną jeżdżącą na wózku. Każda z tych grup niepełnosprawności rywalizuje osobno, i czasy uzyskane przez każdego zawodnika są przeliczane na punkty wg odpowiednich współczynników, zmiennych i wzorów. Skomplikowany, matematyczny system klasyfikacji wyników sportowych nie jest sprawiedliwy i ma wiele wad. Przykładowo, zawodnik, który w swojej grupie schorzeniowej uzyskuje najlepszy wynik i bije rekord świata na jakimś dystansie, może nie zdobyć medalu na Mistrzostwach Polski (ze względu na przelicznik punktowy), ale spokojnie zostanie powołany do kadry narodowej na ważne zawody międzynarodowe.

                 Moja kilkuletnia rywalizacja sportowa na wielu basenach w Polsce była dla mnie ogromnym doświadczeniem i  „zderzeniem” z zupełnie innym światem, z inną rzeczywistością ludzi, którzy są aktywni, którzy radzą sobie świetnie w życiu, pomimo swoich fizycznych niedoskonałości. Na tych pierwszych zawodach nie osiągnąłem żadnych spektakularnych wyników sportowych, nie zdobyłem żadnego medalu, ale zyskałem bezcenne doświadczenie i poznałem, co to znaczy żyć naprawdę. Dzisiaj wspominając tamten czas, mając w pamięci setki kilometrów pokonanych na codziennych treningach w sekcji zdrowych pływaków w Radomiu (ale startując na zawodach w warszawskich barwach klubowych) i będąc wielokrotnym medalistą Mistrzostw Polski cieszę się, że w Radomiu jest kolejny młody chłopak, który zaczyna odnosić jeszcze większe sukcesy w tej dyscyplinie sportu.   

szczegółowa relacja z MP byłego multimedalisty paraolimpijskiego w pływaniu, a dzisiaj „działacza” i „promotora” sportu niepełnosprawnych, niewidomego Marcina Ryszki: http://www.megatiming.pl/news/12427811-469d-4f1a-9fac-41b00d225354

Dodaj komentarz