IMG_9618 copy ff XS

W miarę możliwości – zmieniajmy świat! Niech wciąż staje się lepszym!

Michał Czernecki – polski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny. Widzom znany z kultowych produkcji takich jak: „Czas Honoru”, „Miasto 44”, „Planeta Singli”, a ostatnio z roli Witolda w serialu „Wojenne Dziewczyny”. 

Czym jest dla Pana aktorstwo? Co wnosi ta sztuka do Pana życia?

Czasami to dla mnie po prostu moje rzemiosło, którym zarabiam na utrzymanie. Zdarza się, że to wspaniała przygoda w znakomitym towarzystwie. Bywa też zupełnie nieopisywalnym misterium, najintymniejszym ludzkim spotkaniem. Taki jest przekrój.

A dlaczego akurat ta droga?

Chyba od zawsze chciałem, żeby ktoś mnie widział, zauważał, doceniał –a było z tym różnie w moim domu. Poza tym, szkoła teatralna nauczyła mnie nazywania, wyrażania i orientowania się w emocjach.

Czy role odgrywane– zwłaszcza te w serialach wojennych – zainspirowały Pana do różnych postaw w życiu poza kamerą (do odwagi, wytrwałości, uporu w walce z trudnościami)?

Wydaje mi się, że jest zgoła odwrotnie. Im odważniejszym, bardziej odpornym i wytrwałym człowiekiem się staje, tym role ciaśniej dopasowują się do tego, by tak rzec, profilu osobowościowego. To tak pół żartem. Tak naprawdę, postaci napisane przez scenarzystów, a przez nas ożywiane, to czysta fikcja i najczęściej niewiele z nami, aktorami, mają wspólnego.

A jak Pan wspomina swoje pierwsze kroki w tym zawodzie? Jaki był debiut?

Niełatwy. I ten w teatrze, i ten przed kamerą. Boleśnie skonfrontowałem swoje wyobrażenia z rzeczywistością tego zawodu. Patrząc z perspektywy lat – nie naruszyło to mojego pełnego zachwytu i entuzjazmu dla tej profesji, ale wtedy kosztowało mnie wiele.

A czym jest dla Pana kontakt z fanami / fankami? Czy była jakaś sytuacja, w której odczuł Pan, że popularność jest uciążliwa? Jak wewnętrznie sobie z tym Pan poradził?

Rozpoznawalność ma dla mnie dwa oblicza. Pierwsze to przyjemna świadomość, że to, co robię, jest oglądane i postać, którą tworzę, przypada widzom do gustu. Ta odsłona generuje wiele sympatycznych, a często i zabawnych sytuacji. Druga strona tej monety to roszczeniowość, brak taktu, a nierzadko zwyczajna impertynencja w kontakcie z drugim człowiekiem. Tego nie znoszę, i reaguję adekwatnie do sytuacji.

Nawiązując do naszego Projektu – czy sztuka może być formą terapii? Czy można za jej pomocą przełamać bariery?

Myślę, że tak. Nigdy tego co prawda nie próbowałem, ale wiem, że tak to działa. Przełamywanie barier to dla teatru zresztą chleb powszedni. Nie od dziś.

A spotyka się Pan z niepełnosprawnością w życiu?

Jestem zwyczajnym człowiekiem, wykonującym może trochę niecodzienny zawód; oczywiście, że się spotykam. W pociągu, sklepie, kinie etc. Bardzo się cieszę, że osoby nie w pełni sprawne nie muszą już jak dawniej siedzieć zamknięte w czterech ścianach. Jasne, że wiele jest w tej sprawie jeszcze do zrobienia, ale postęp widoczny jest z roku na rok. Internet też oddaje tu wielkie zasługi. Bez niego nie byłoby wszak naszej rozmowy, czyż nie?

Czy zjawisko wykluczenia społecznego bierze się ze strachu, czy też z obojętności?

Trudne pytanie. Nie mnie to oceniać. Wydaje mi się, że wykluczenie jest sumą powyższych, uzupełnionych o pogardę, egotyzm i wszechobecny kult młodości oraz fałszywie definiowanego piękna. Starość, niepełnosprawność, choroba, bieda i inne tym podobne, a naturalne przecież aspekty człowieczej egzystencji nie mieszczą się w kanonie pożądanych i potrzebnych.

Czy zdarzyło się Panu wziąć udział w akcjach charytatywnych?

Wielokrotnie. Wydaje mi się, że to jeden z najlepszych pomysłów na spożytkowanie swojej popularności. I wiem, że te akcje mają sens. Dlatego zamierzam angażować się w taką działalność także w przyszłości.

A jaki jest Pana zdaniem najlepszy sposób na integrację?

Małe kroki. Wydaje mi się, że nie ma sensu myśleć o wielkich celach i uratowaniu całego świata od razu. Zrób to, co jesteś w stanie, popraw to, na co patrzysz i czego doświadczasz sam. Wtedy zmieni się świat.

Jakie są Pana plany na przyszłość?

Zawodowo – zaczęliśmy już prace nad medycznym serialem Diagnoza dla TVN-u. W lipcu zaczynamy kręcić drugi sezon „Wojennych dziewczyn”, co, nie ukrywam, bardzo mnie cieszy. Wakacje zatem zapowiadają się pracowicie, ale na szczęście i na urlop na południu Europy znalazł się czas.

Jest jakieś szczególnie ważne motto, którym na koniec rozmowy chciałby się Pan podzielić z naszymi Czytelnikami?

W którymś z wierszy Czesława Miłosza jest taki fragment, proszę mi wybaczyć –cytuję z pamięci – o tym, że codziennie rano mamy tę cudowną możliwość, żeby zacząć dzień i zrobić to, co możemy. Wydaje mi się, że bardziej ludzkości i Światu w ogóle przysłużyć się nie można. Wszystkiego Dobrego!

Dodaj komentarz