autumn-1874030_960_720

Jak odkryć przyjaciela :)

I trzeba być wielkim przyjacielem i mocnym przyjacielem, żeby przyjść i przesiedzieć z kimś całe popołudnie tylko po to, żeby nie czuł się samotny. Odłożyć swoje ważne sprawy i całe popołudnie poświęcić na trzymanie kogoś za rękę.

/Anna Frankowska/

Osoba niepełnoprawna naprzeciw muru systemu postrzegania siebie przez osoby zdrowe, problem tzw. „licytacji na doświadczenia” oraz przypinania etykietek na podstawie tego, co widać na zewnątrz. Budowanie relacji przyjacielskiej osób dorosłych na zasadzie integracji i zrozumienia siebie nawzajem.

*dedykowane Koledze za wieloletnią pomoc, Milenie Radzio za otrzymaną szansę oraz Kamili i Michalinie za chęci do poznawania Integracji 🙂

         Życie to nieustanna wędrówka. W trakcie poznawania świata poznajemy ludzi. Zostajemy wpleceni w relacje z nimi. Jedne są krótsze, inne trwają latami. Jeżeli coś trwa kilkanaście lat, to można uważać, że jest to czymś bardziej wartościowym od tego, co przemyka nam przed oczyma i staje się tylko kadrem z filmu. Tak, bo życie to jest jeden długi projekt filmowy wyreżyserowany przez Boga, lecz to my jesteśmy aktorami i mamy możliwość własnej kreacji, bądź też zmian w scenariuszu.

         W obliczu wykluczenia społecznego tworzenie własnego scenariusza jest trudne i zależy także od pomocy innych i ich zaangażowania. Osoby zdrowe żyją aktywnie i nie wiedzą, czym jest odcięcie od świata. Obecnie spojrzenie na osoby niepełnosprawne zmienia się, co sprzyja zjawisku integracji. Jednak nadal często to osoba niepełnosprawna musi wychodzić do ludzi, występować naprzód z zaproszeniem. A nawet jak to robi – czy jest postrzegana jako ktoś, kto współtworzy relację przyjacielską? Otóż, wciąż nie…

         Zdarzają się osoby, które spotkania z „chorą koleżanką/chorym kolegą” wplatają w czas, z którym nie mają co robić; w jakąś jedną zbędną godzinkę, która akurat wykroiła im się w grafiku. Osoba niepełnosprawna sprawia wrażenie takiej, która nie ma żadnych obowiązków czy zajęć, a nawet jeżeli ma, to odbywają się one w obrębie miejsca zamieszkania, czyli praktycznie tworzy się stereotyp „siedzącej w domu pod opieką rodziny”. Podczas spotkań przy herbatce następuje krótka wymiana na temat „co słychać?”. Potem osoba żyjąca w pełni aktywnie opowiada o swoich przeżyciach: zwiedzaniu świata, przeżyciach miłosnych, nieszczęściach związanych z utraceniem miłości i tak dalej. Dalsze relacje często sprowadzają się do nieświadomego nadania osobie niepełnosprawnej roli darmowego psychologa, który siedzi w domu, więc i tak może słuchać. Taka rola, pomimo bardzo dużej chęci i poziomu zrozumienia skierowanych w stronę zdrowej koleżanki/kolegi staje się krzywdząca, i prowadzi do zwiększenia się niskiej samooceny. Często pojawiają się myśli nagłej pomocy drugiej osobie i obwinianie się za brak aktywności w społeczeństwie. Pojawia się problem usilnego ratowania osób, jakby przy tym zapominając, że mają one tak naprawdę więcej możliwości od tych ograniczonych ruchowo. W końcu, czyniąc kroki podjęcia rozmowy – bo w rzeczywistości tylko tak osoba ograniczona może pomóc – zostaje często zarzucona oskarżeniami o brak doświadczeń partnerskich, macierzyńskich, bądź też związanych z aktywnością społeczną i zawodową. Jest bardzo trudno odpowiadać na dziwne pytania typu: „Dlaczego nie pracujesz?”, „Dlaczego nie masz partnera?, „Czy możesz być matką?”. Jest także praktycznie niemożliwym spełnienie w określonym i możliwie najszybszym czasie wszystkich. Jeśli ucinamy taki kontakt, jesteśmy odbierani niekiedy za nie-kontaktowych i nadwrażliwych. Zdarza się, że nasza wiedza dotycząca leczenia – która zawsze była nudną – w przypływie prawdziwego dramatu, z jakim spotyka się zdrowa osoba, staje się nagle przydatna. To sprowadza się do faktu, że ktoś, kto kiedyś nas oskarżał, zaczyna prosić o pomoc. Zgadzając się na tę pomoc z pobudek oczywiście humanitarnych nadal odczuwamy żal, bo pamiętamy, że w odległym czasie byliśmy tylko tym przysłowiowym piątym kołem u wozu, gdy nikt inny ciekawszy się nie znalazł.

Drogi Czytelniku – przechodząc przez swoje 31 lat życia natknęłam się na różnych ludzi i przechodziłam (przechodzę nadal), trudną pracę z zerwaniem ze stereotypem „chorego”, i złymi nawykami, które po nim zostają. W całym tym trudnym życiu z dziesiątek osób, z którymi się zetknęłam, mogę wyodrębnić tylko jedną, na jaką mogłam i mogę liczyć, pomimo napiętego harmonogramu życia zawodowego, jak i prywatnego. Jest to ktoś, kto potrafi poświęcić mi chwilę rozmowy, nie obiecuje czegoś, czego nie jest w stanie spełnić, zaś to, co jest w stanie mi dać, otrzymuję zawsze na wysokim poziomie. Spotkałam także osoby, które są chętne uczyć się integracji i poznawać mój świat, i tak uczymy się siebie wzajemnie.

Prawdziwa Przyjaźń jest trudna do zdefiniowania, tak naprawdę jest uczuciem bardziej wymagającym niż Miłość. Wierzmy, że istnieje, i szukajmy jej. Uczmy innych Integracji.

*Artykuł oparty jest na własnej autopsji, przemyśleniach i odczuciach.

 

Dodaj komentarz