IMG_4917

Potrzeba bliskości zawsze oznacza uczucie – miłość przenosi góry.

Marta Foxpowieściopisarka, poetka, eseistka. Napisała i wydała ponad 40 książek. Autorka m. in. powieści takich jak: „Zuzanna nie istnieje”, „Magda doc.”, „Paulina doc.”. Głównym gronem jej Czytelników są ludzie młodzi, dorastający. 

Skąd u Pani zamiłowanie do pisarstwa? Dlaczego zapragnęła Pani tworzyć własną literaturę?

Długo nie uświadamiałam sobie tego zamiłowania. Pracowałam w różnych zawodach, które łączyły się z ogólnie pojętą kulturą. W 1988 roku napisałam pierwszy wiersz, nie wiem dlaczego, przyfrunął, zdziwił mnie. Pod koniec tegoż roku, dokładnie w sylwestrowy wieczór, napisałam pierwsze w życiu opowiadanie, „Gra”. Wysłałam na konkurs, przyrzekając sobie, że jeśli otrzymam Grand Prix, to będę pisać dalej. Dzisiaj jestem autorką ponad 40.wydanych książek.

Pani książki poruszają tematykę życia młodych ludzi, dojrzewanie, potrzebę bliskości… Na czym polega piękno erotyzmu w literaturze?

Długo by o tym mówić. Myślę, że najszerszą odpowiedź można znaleźć w mojej powieści „Zuzanna nie istnieje”. To powieść dla tzw. dorosłych, ale nie mam nic przeciwko temu, aby i młodzież ją czytała.

Dlaczego Pani zdaniem na skalę masową erotyka została sprowadzona do instynktu a odebrano jej wzniosłość, czy sądzi Pani, że sztuka może ocalić spojrzenie przyszłych pokoleń na fizyczną bliskość jako akt, który jest czymś więcej niż czystą biologią?

Łatwiej zrozumieć instynkt niż skomplikowane uczucia. Zostałam wychowana w przeświadczeniu, że erotyzm, życie seksualne stoi w opozycji do rozwoju duchowego. Manipulowano mną, wzbudzając poczucie winy. Potrzebowałam wielu lat, by samej sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że seks jest motorem rozwoju mojej świadomości, że erotyzm jest formą mojego życia duchowego. Czułam to od pierwszego razu, ale co innego czuć, a co innego wiedzieć. Seks była dla mnie zawsze święty. Akt miłosny był aktem łaski. Seks traktowałam jako wartość, źródło przyjemności, płodności, metafizyki, magii. A metafizyka to w moim rozumieniu przekraczanie samego siebie. Rozkosz jest potrzebna psychice, ci, którzy się jej wyrzekają, walczą z naturą i sobą. Ileż się książek naczytałam, by pojąć, że trzeba „przyjąć” swoje demony, bo kiedy się z nimi walczy, to daje się im dodatkową siłę. Często próba niezdrowej  ucieczki od seksu, tłumienia żądz czy nieumiejętne ich sublimowanie przekształca się w zwykłą lubieżność i to jest dopiero tragedia. Ponieważ seks może prowadzić do prokreacji, więc trzeba o nim wiedzieć, jak najwięcej, by ponosić odpowiedzialność za swoje poczynania. A odpowiedzialność, to miłość, a miłość to sztuka, której się trzeba uczyć. Dlatego wściekam się, kiedy  ktoś bredzi o tym, ze seks nie przynosi dobra, nie rozwija, nie daje bliskości, nie pozwala fruwać i gór przenosić. Nie wiem, czy owa „czysta biologia” jest tylko biologią. Może jest nią pornografia. I choć jej nie lubię, to  zgodziłabym się i z tym, że bywa potrzebna.

Jest Pani także poetką. Co jest dla Pani większym wyzwaniem – tworzenie poezji czy prozy?

Poezja to fruwanie, czasami przyfruwają słowa i wtedy zapisuję. Nie wiem, skąd się bierze i jak to się dzieje. Natomiast proza to codzienna praca, mam pomysł, piszę scenariusz, po roku wychodzi z tego powieść. Poetką byłam zawsze, nawet, kiedy nie pisałam wierszy. Bo bycie nią, to rodzaj wrażliwości. Nie nadaję swojemu pisaniu misyjności. Nie traktuję jak wyzwania. Po prostu, staram się codziennie pracować. Jak górnik. Tyle, że on kopie węgiel, a ja kopię w słowach.

Czy próbowała Pani kiedyś pisać dramaty?

Opowiadanie „Jarzębina czerwona” ” przerobiłam” na sztukę teatralną pod tytułem „Któremu serce dasz”. Teatr Korba zrobił spektakl na motywach opowiadania „Alicja w Krainie Komórkowców”.  Teatr w Lesznie wystawił spektakl poetycki, bazując na moich wierszach, „Kochać”. Autorem scenariusza był Włodek Jędrzejczak, poeta. Zrealizowałam także widowisko poetycko-muzyczne „Zapłakać czerwonym deszczem”, korzystając ze swoich wierszy. Prawdziwego dramatu jednak nie napisałam. Być może to jeszcze przede mną.

Co ogólnie pisarstwo wnosi do Pani życia i skąd czerpie Pani inspiracje?

Pisanie jest w dużym stopniu moim życiem. To mój zawód. I pasja jednocześnie, więc nie „chodzę” do pracy za karę. Mam zresztą do niej niedaleko, z sypialni do gabinetu, gdzie pracuję, jest dziesięć kroków. Inspiracje leżą na ulicy, trzeba je tylko zauważyć. Piszę o życiu, nie o wampirach,  interesują mnie związki między ludźmi, mechanizmy, które im każą się kochać lub nienawidzić.

Katowice są określane jako „robocze miasto”, często dostrzega się w nim jedynie przemysł. Czy to tylko pozory i czy istotnie Katowice – stolica Śląska – mogą inspirować?

Żyję w Katowicach 65 lat. Próbowałam wyjeżdżać, wracałam, życie pisało własne scenariusze. Każde miejsce może być inspiracją. Dla mnie bywało nią Katowice.  Akcja większości moich powieści tutaj właśnie się toczy. Katowice to miasto, które nie tylko przemysłem stoi, ale także muzyką i poezją. Przez prawie dwa lata pisałam do Gazety Wyborczej felietony „Opowiastki znad Rawy”. O moim miejscu w Katowicach i ludziach, którzy tutaj żyją. Mam nadzieję, że niedługo będzie z tego książka.

Nasz Projekt to łamanie stereotypów na temat niepełnosprawnych. Skąd biorą się stereotypy i co Pani sądzi o naszym sposobie na ich walkę?

Stereotyp to krzywdzący, bezmyślnie powtarzany schemat, który w sposób uproszczony przedstawia sprawę. Stereotypy biorą się z niewiedzy, niechęci do myślenia, niechęci do rozmów, z lęków. Wasz sposób „walki” jest świetny, bo stawiacie na rozmowę, na wiedzę.

Czy sztuka może motywować? Do życia? Do piękniejszego życia?

Oczywiście. Sztuka działa terapeutycznie. Przecież to życie naśladuje sztukę, a nie sztuka życie. To pomnik mówi, bądź taki jak ja, poszukuj, a znajdziesz, nie bój się, a zrobisz to. Najgorsza jest bezczynność i niewiara w siebie, zamykanie się w kokonie własnych lęków i obsesji.

Jak określa Pani zaangażowanie miasta Katowice jako „stolicy” Śląska w pomoc osobom niepełnosprawnym? Czy można zauważyć proces likwidacji barier architektonicznych?

Dużo się w tym względzie zmienia. Nowe obiekty nie mają barier architektonicznych. Problem jest dostosowanie tych starych. Najważniejsze, że zmienia się świadomość społeczeństwa.

Jakie są dalsze cele Marty Fox w nowym roku?

Robić swoje. Powoli, codziennie, sumiennie. Mieć oczy otwarte, by widzieć problemy innych.

Jakimi słowami Pani zainspiruje naszych Czytelników na koniec rozmowy?

Nie wiem…doprawdy… Może lepiej się spalać niż więdnąć? Czyli żyć intensywnie, z ludźmi, a nie przeciwko.

Dodaj komentarz