img_2286

Miłość zwycięży, musimy uczyć się kierować ją w sposób bezwzględny

Józef Pawłowski, aktor

Panie Józefie, dlaczego jako zawód wybrał Pan aktorstwo? Co jest takiego w sztuce aktorskiej, że akurat tą drogą postanowił Pan podążać?

Józef Pawłowski: Moja przygoda z aktorstwem rozpoczęła się, kiedy miałem 9 lat. Był to absolutny przypadek. Z czasem dojrzałem i inaczej spojrzałem na aktorstwo]. Może to naiwne, ale wierzę w to, że ten zawód naprawdę może wpływać na świadomość ludzi i kształtować społeczeństwo.


Czy swój zawód określa Pan jako trudny?

Tak. Ten zawód potrafi być obarczony olbrzymią presją, stresem. To wszystko oddziałuje na człowieka. Trzeba również pamiętać o wielu różnych charakterach postaci, w które wciela się aktor. Często są to charaktery bardzo mroczne.   


Niedawno mogliśmy Pana oglądać w Mieście 44 (reż. Jan Komasa), gdzie zagrał Pan główną rolę – Stefana Zawadzkiego. Miasto 44, jest filmem o ludziach, którym przyszło żyć w makabrycznym świecie wojny… Czy nauczenie się takiej roli i właściwie odtwarzanie, a co za tym idzie po części przeżywanie życia chłopaka, który walczy w Powstaniu Warszawskim, egzystuje w czasie wojny i przeżywa ową „miłość w czasach Apokalipsy”, było dużym wyzwaniem?

Absolutnie. Na szczęście miałem wspaniałych ludzi wokół siebie. Mam tu na myśli dosłownie wszystkich, zaczynając od ochroniarzy, a kończąc na reżyserze. Opiekowaliśmy się sobą wzajemnie, co w takich okolicznościach było niezwykle ważne i pomocne.


A jak wygląda praca na planie takiego wielkiego projektu, wśród ogromnej liczby statystów i aktorów pracujących na czele z reżyserem? Czy pojawiała się trema?

Trema akurat w moim przypadku pojawia się (chyba) zawsze. Ewentualnie jest może luźniej, kiedy cały dzień leżę w łóżku, a mój bohater jest nieprzytomny. Generalnie bardzo kocham mój zawód i staram się go wykonywać najlepiej jak umiem. W związku z tym towarzysząca mi nieśmiałość i lęk może są wręcz naturalne i pożądane.

Nie odczuwam wielkiej różnicy w pracy na mniejszym czy większym planie, zawsze staram się być po prostu skupiony na pracy.


Czym pasjonuje się Pan poza zawodem aktorskim?

Sportem. Książkami. Naturą.


Nasz Projekt, to pomoc osobom niepełnosprawnym… Podejmujemy próbę walki z wykluczeniem społecznym właśnie kładąc nacisk na niepełnosprawność, a naszą myślą przewodnia i motywacją jest sztuka. Co Pan sądzi o takim Projekcie?

To bardzo ważny projekt. Wierzę w to, że z wykluczeniem trzeba walczyć. Wszyscy jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Każdy z nas powinien mieć równe prawa i szanse na życie w naszym kraju. Jestem bardzo szczęśliwy, że do tak pięknego projektu mogę dorzucić swoje trzy grosze.  


Jak postrzega Pan problematykę wykluczenia społecznego? Czy ma Pan pomysły na minimalizację tego zjawiska?

Dzisiejszy świat, w mojej ocenie, niestety sprzyja rozwarstwianiu się społeczeństwa. Daje nam jednak również wspaniałe narzędzia do walki z wykluczeniem. Na przykład za pomocą internetu i kampanii społecznych, takich jak ta. Wierzę, że poprzez ciągłe uwrażliwianie ludzi, możemy wpłynąć na ich świadomość. Pomóc im dostrzec innych ludzi. Moment, w którym nauczymy się dostrzegać siebie nawzajem, jestem według mnie kluczowy. Później możemy zrobić kolejny krok, czyli spróbować zrozumieć tego drugiego człowieka.


Czy osoba niepełnosprawna, jest w stanie dokonać czegoś co jest nieosiągalne przez człowieka zdrowego?

Oczywiście, już sam fakt, że patrzy na świat z zupełnie innej perspektywy niż np. ja, daje olbrzymie możliwości.


Czy artyzm może być swego rodzaju wolnością dla osoby niepełnosprawnej?

Oczywiście, artyzm to w dużej części uczucia, wyobraźnia. To daje nieograniczone możliwości każdemu, kto chce się w to rzucić.


Jak zachęciłby Pan ludzi do wolontariatu – pomocy chorym?

Dobro wraca. Przekonałem się o tym już nie raz. A dobro to najlepsza waluta na świecie. Kto choć raz tego spróbował, nie będzie nigdy żałował.


Zdarzyło się Panu kiedyś współpracować z osobami z dysfunkcją ruchową?

Bardziej obcować. Jako chłopiec, gdy miałem dosłownie kilka lat, poznałem Stasia. Miał porażenie mózgowe. Wspominam go jako ocean pełen miłości. W jedne wakacje poznałem też Tomka. Zmarł pół roku po naszym spotkaniu. Miał zanik mięśni. Spędzaliśmy razem tydzień na wakacjach. Przez ten tydzień starałem się pomagać mu funkcjonować w sporej grupie młodzieży.


Jakimi, inspirującymi słowami zakończyłby Pan tą rozmowę?

Miłość zwycięży, musimy uczyć się kierować ją w sposób bezwzględny. Do każdego. Zwłaszcza tych, którzy są dla nas problematyczni, nie zgadzają się z nami lub zadają nam ból. Piona.

Dodaj komentarz