img_2284

Agnieszka Staniórska o wolontariacie w Stowarzyszeniu Bardziej Kochani


WYWIAD Z PANIĄ AGNIESZKĄ STANIÓRSKĄ – NAUCZYCIELEM, LOGOPEDĄ I WOLONTARIUSZEM STOWARZYSZENIA ,, BARDZIEJ KOCHANI”

a-staniurska

Od kiedy zaczęła się Pani przygoda z wolontariatem? Skąd zrodził się pomysł na taką formę spędzania czasu?
Wolontariuszem Stowarzyszenia jestem od 2012 roku. Koleżanka ze studiów zapytała, czy chciałabym pojechać na kolonie jako wolontariusz z osobami z zespołem Downa. Początkowo uznałam, że nie dam sobie rady. Nie miałam większego doświadczenia, byłam na początku mojej drogi związanej z pedagogiką. Jednak dałam się przekonać, i poszłam na zajęcia sobotnie na basenie. Pierwsze odczucia to strach, że zrobię coś nie tak. Kilka chwil później postanowiłam, że pojadę na kolonie.

Jakie są zadania wolontariusza w Stowarzyszeniu ,,Bardziej Kochani”, do którego Pani należy?
Zadania wolontariusza są różne w zależności od realizowanych zadań. Pomoc potrzebna jest na zajęciach sobotnich (basen, śpiewanie przy gitarze i aktualnie capoeira, a wcześniej było karate). Wolontariusze potrzebni są na wyjazdy wakacyjne oraz zimowiska, gdzie organizowane są ciekawe zajęcia i dodatkowo zapewniana jest całodobowa opieka. Ponadto organizowane są różne akcje, np. Mikołajki dla maluszków w Teatrze Lalek, realizowane są różne projekty, np. Pomocna dłoń.

Czego nauczyło Panią bycie wolontariuszem? Dowiedziała się Pani czegoś nowego o sobie?
Będąc wolontariuszem nauczyłam się, że trzeba mieć dystans do świata, do siebie i wszystkiego wokół. Nauczyłam się tego, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Po dwutygodniowym wyjeździe człowiek wraca odmieniony, z naładowanymi akumulatorami i jednocześnie zmęczony – ale tylko fizycznie.

Czy miała Pani już wcześniej kontakt z dziećmi z zespołem Downa? Jakie emocje czy też uczucia odczuwała Pani przed spotkaniem z nimi, a jakie po?
Nauczyłam się też tego, że dobro powraca. Spotkałam w Stowarzyszeniu wiele wspaniałych osób, z którymi utrzymuję kontakt.

Jak mogłaby Pani scharakteryzować dziecko z zespołem Downa – jakie ono jest? Na co warto zwrócić uwagę w relacjach z nim?
W Stowarzyszeniu więcej kontaktu miałam z osobami dorosłymi i młodzieżą. Osoby z zespołem Downa są bardzo przyjazne dla innych. Większość jest bardzo otwarta, raczej łatwo nawiązują kontakty, prawią wiele komplementów. Bardzo lubią wszelkie aktywności, w których mogą się pokazać oraz te, które związane są z muzyką. Osoby z zespołem Downa są również uparte. Chcą, by wszystko było po ich myśli. Niekiedy trudno ich namówić do podjęcia działania, gdy mają gorszy humor.

Jak układa się Pani współpraca z rodzicami dzieci?
Współpraca z rodzicami zawsze była udana. Rodzice nigdy nie byli wobec mnie roszczeniowi, wręcz przeciwnie: słyszałam słowa wdzięczności. Jednak muszę zaznaczyć, że moje kontakty z rodzicami były bardziej sezonowe, związane z wyjazdami.

Jaki charakter mają wyjazdy wolontariuszy z dziećmi? Jak długo trwają, i jaki mają przebieg?
Stowarzyszenie organizuje turnusy rehabilitacyjne (terapeuci, dzieci z ZD oraz rodzice) oraz turnusy kolonijne (wychowawcy, wolontariusze oraz osoby z ZD). Turnusy trwają po 2 tygodnie. Ja uczestniczyłam w turnusach kolonijnych. W czasie kolonii prowadzone są różnorodne zajęcia, które podzielone są na 3 bloki: poranny, poobiedni i wieczorny. Organizowane są zajęcia m.in. sportowe, muzyczne, taneczne, plastyczne oraz integrujące grupę. Ja najlepiej wspominam wszelkie teleturnieje oraz programy telewizyjne. Wolontariusze wtedy charakteryzują się na wzór wybranej przez siebie znanej postaci. Wywołuje to we wszystkich wiele radości. Ponadto na wyjazdach organizowane są wycieczki.

Jest też Pani nauczycielem, logopedą – czy w Pani pracy zawodowej wykorzystuje Pani umiejętności nabyte dzięki wolontariatowi?

Tak, staram się wykorzystywać zdobyte doświadczenia, ale nie ma reguły. Będąc dwa tygodnie na koloniach, można obserwować metody pracy osób/nauczycieli z różnych stron Polski. W ten sposób łatwo się nauczyć np. tego, które metody działają, a które nie zdają rezultatu. Jednak, jak wiadomo, trudno znaleźć złoty środek, bo każdy człowiek jest indywidualnością. Wiem, że wyjazdy nauczyły mnie takiej większej wyrozumiałości w stosunku do dzieci, z którymi pracuję na co dzień. Trudno to nazwać; po prostu staram się mieć na uwadze to, że od różnych dzieci mogę wymagać innego poziomu umiejętności.

Czy dzieci z zespołem Downa mogą liczyć w stowarzyszeniu na inne formy pomocy i aktywności niż wyjazdy?
Tak, mogą liczyć. Nie mam pełnej wiedzy na ten temat. Natomiast wiem, że realizowany był innowacyjny projekt Pomocna dłoń, którego celem było wprowadzenie osób z ZD na rynek pracy. Przez część roku szkolnego powadzone są zajęcia – basen, capoeira, śpiewanki przy gitarze. Organizowane są wycieczki z przewodnikiem po Warszawie dla dzieci z ZD i rodziców. Wiem również, że Stowarzyszenie stara się pomagać rodzicom, którzy się zgłaszają. Stowarzyszenie współpracuje z bardzo dobrymi specjalistami: seksuologiem, psychologiem, logopedą i pedagogami specjalnymi. Myślę, że można by wymieniać jeszcze szereg innych form pomocy.

Czy rodzice mogą oczekiwać od Stowarzyszenia jakichś form wsparcia, pomocy?
Myślę, że odpowiedź jest podobna, jak wyżej.

Nasz projekt podejmuje tematykę niepełnosprawności. Czy według Pani warto ją podejmować? Na co zwrócić w niej szczególną uwagę?
Trzeba podejmować temat niepełnosprawności – żeby to nie był temat tabu. Dzięki temu może będzie np. organizowana właściwa pomoc dla tych osób, bądź też będzie zwiększony zakres tej pomocy. Ponadto dobrze by było, żeby wszyscy akceptowali się nawzajem niezależnie od wyglądu, umiejętności czy intelektu.

W jaki sposób zachęciłaby Pani inne osoby do zaangażowania się w działania wolontariatu, na rzecz osób niepełnosprawnych?
Myślę, że dobro powraca, a doświadczenia nigdy za wiele. Poza tym, wspomnienia z wyjazdów z ZD są wyjątkowe i niezastąpione.

Dziękuję za rozmowę i życzę, by to dobro, które Pani daje innym, wróciło do Pani.

 

Dodaj komentarz